17 lipca 2015

O patriotyzmie.





Dlaczego jestem patriotką i dlaczego twierdzę, że to się nie zmieni.

Celem wojny nie jest śmierć za ojczyznę, ale sprawienie, aby tamci skurwiele umierali za swoją.
~generał Patton.

Inspiracją do tekstu są piosenki Lecha Makowieckiego, i ogólnie cała patriotyczna muzyka jaką znam, trochę tego jest. Uzbierało się nie wiem kiedy. Pewnie dlatego, że lubię bohaterów.
Mam do nich cholerny szacunek. I zmuszam do szacunku i pamięci innych. Z tą pamięcią to kiepsko w naszych szalonych czasach. Dobrze, że są tacy którzy pamiętają. Mówią o Powstaniu Warszawskim, Żołnierzach Wyklętych, rotmistrzu Pileckim (czasami aż do znudzenia). Dobrze że są ludzie którzy babrają się w historii i zakopanych w ziemi szczątkach. Sama zamierzam być takim człowiekiem.
Powiecie: ile można słuchać o tych starych bohaterach. Byli tylko ludźmi, nic takiego niesamowitego nie zrobili. A swoje za uszami mieli.
Aż się boję pomyśleć, ile mieli. Ale chcę o nich walczyć. Bo oni w ostatecznej rozgrywce potrafili spojrzeć poza swój strach i swoje ego i zobaczyć świat dookoła, zobaczyć przyszły świat, i o nim myśleć.
Dzisiaj ludzie dążą głównie do samorealizacji. Do tego, żeby to oni mieli kasę, wpływy, szczęście, aby ich marzenia się spełniły, żeby oni się dobrze czuli. 
Mnie się to nie podoba. To ciągle jest egoizm, nawet jeżeli nazwiemy do samorealizacją. Tu mówię jak pozytywiści- musisz być przydatny. Nawet jeżeli nie lubisz swojej roboty, to jeżeli jest ona ważna dla ludzi, nadal ja wykonuj. Naucz się czerpać radość ze swojej przydatności, znajdź swoja misję w tym.  Dzisiaj chyba tylko Kościół nawołuje do bycia przydatnym, do myślenia o innych. Owszem, samorealizuj się, rozwijaj, ale dla dobra innych, niech to ma jakiś szlachetniejszy cel!
Walczyć za Ojczyznę, to znaczy być przydatnym dla niewyobrażalnej liczby osób. Wszystkich, którzy urodzą się w wolnym kraju. Wszystkich, którzy dzięki Tobie nie zginą.
Rozumiecie, warto mieć swoje idea fix. Warto mieć o co walczyć. Czemu walczę o pamięć bohaterów i historię, co jest dzisiaj tak hejtowane, a nie np. o prawa homoseksualistów?
Nie mam nic do gejów i lesbijek. Byli zawsze i będą. Teoretycznie moja wiara ich nie uznaje, ale nikt mi jeszcze logicznie nie wyjaśnił, dlaczego, więc na razie pomijam ten wątek.
Ale np. transseksualiści. Ich nie popieram. Bo są egoistami. Myślą tylko o tym, żeby im było fajnie. Wyobrażacie sobie, ile kosztuje operacja zmiany płci? Powiecie, że on i robią operacje za swoją kasę. Jakoś to zniosę.  Ale w moich oczach stali by się wartościowi dopiero, jakby wydali tę kasę z własnej woli na chorych i potrzebujących.  Rozumiecie mój tok myślenia? ONI powinno być nad JA w moim umyśle.
Reasumując- podziwiam ludzi, którzy potrafią postawić Ojczyznę nad swoim ja i swoją wolą przetrwania.

Dlaczego akurat Ojczyzna? Po co ci niepodległość. Świat jest dla nas otwarty, jesteśmy kosmopolitami, nie ma dla nas barier. Po co robić granice- sztuczne zapory.
To jedno z ciekawszych zagadnień patriotyzmu. Próbowałam długi znaleźć odpowiedź, dlaczego niektórzy ludzie tak bardzo pragną wolności narodu.
Często pragną tego dla kasy lub innych profitów. Analizując historię warto pamiętać, że ludzie z zasady robią wszystko dla władzy, kasy i seksu...
Mimo to, kiedy poczytasz sobie romantyków, zaczynasz zastanawiać się o co im naprawdę chodziło. Czy nie mogli ustawić się jakoś dobrze w tej Francji czy Szwajcarii i zapomnieć o Ojczyźnie?
Zawsze, ZAWSZE chciałam zapytać o to Mickiewicza.
U niego to pewnie kwestia urodzenia się na Litwie, wiecie,  tęsknota z utraconym rajem dzieciństwa...
U innych romantyków może chodzi o to, że zawsze brakuje nam tego, co nam odebrano?
Chodzi o honor, zdeptany przez zaborców- Polska okazała się za słaba... Ciężko się z tym pogodzić (patrz-mesjanizm).
A u ludzie walczących o kraj? Cóż, nie lubimy się poddawać (znowu honor). Utrata ziem to wstyd, zdobycie nowych to powód do radości. Każdy chce być dobrze ustawiony w Europie, mieć silną pozycję na arenie międzynarodowej. Dla tych celów warto poświecić żołnierzy, którzy w wypadku poddania i tak w dużej części zostaliby rozstrzelani.
Dodatkowo, każdy naród powinien zachować swoją tożsamość, żaden nie może się jej sam pozbyć ani być pozbawiony, bo świat byłby zwyczajnie NUDNY. Już jest nudny, gdy wszyscy wokół mnie cytują teksty po angielsku, a nie potrafią wyrazić poprawnie myśli po polsku. Kultura danych narodów zaczyna być aż rzadko spotykana, jak np. stroje ludowe, które trafiają do muzeów, bo nikt ich nie nosi normalnie. Może niedługo do muzeum trafi też język, obyczaje i cała literatura, skoro obyczaje „światowe” są fajniejsze?
Wychodzi ze mnie zgorzkniały human...

Ale skąd wynika patriotyzm czasów pokoju i (mniej więcej) dobrobytu?
Myślę, że to sprawa bardzo indywidualna. U mnie raczej kwestia bycia osobą nienowoczesna, wychowywaną tradycyjnie, w szacunku do historii. Po prostu nauczono mnie patriotyzmu, nauczono, że nie powinnam tego podważać, co zostało już ustalone.  Nauczono mnie myślenia szerszego, narodowego, pokazano gdzie jest mój kraj, jego granice. Potem zainteresował mnie jego charakter, jego osobliwość, bo każdy kraj i naród jest inny. Zainteresował mnie jego wygląd...
Nie byłam za granicą. Przynajmniej nie daleko. Nie wiem jak jest „tam gdzieś”. Nie wiem, czy gdzieś jest piękniej, ale dla mnie u mnie jest najpiękniej.
Jeszcze kwestia honoru. Bo jak tu nie bronić? Moi rodzice są Polakami, moja babcia jest, mój pradziadek jest. Mój prapradziadek za ten kraj oddał życie. Trzeba bronić honoru, nie pozwalać, by nas inni obrażali, wykorzystywali, trzeba czuć się sobą...
No właśnie. Czy to takie trudne? Czuję się sobą. Taką zwykłą polską sobą, która nie ma zamiaru wyjeżdżać z kraju. Której się Polska bardzo podoba. Która czuje się w każdym jej zakątku jak w domu. Która fascynuje się polskim językiem i nie ma zamiaru używać innej mowy. Która interesuje się polska historią i zamierza opowiadać o niej wszystkim. Nie zdążyłam zostać kosmopolitą. Przykro mi. Zaraziłam się wcześniej bakcylem polskości. Ta część mnie nie jest racjonalna, ale czy da się racjonalnie wyjaśnić sympatie i antypatie?
Jako kosmopolita, obywatel świata, czułabym się bardzo niedookreślona.

Bardzo silnie zauważyłam to w zimie, gdy zakreślałam kumplowi sytuację na Ukrainie, która wtedy była nad wyraz nieprzyjemna, i dla Polaków wręcz alarmująca. Wtedy o możliwości wojny gadali nawet ludzie w pociągu. Mój kumpel twierdził, że on w razie wojny od razu wyjechałby do Brazylii co najmniej (kiedyś obliczył, że w razie ataku atomowego na Bydgoszcz Brazylia jest najbezpieczniejsza, z tego co pamiętam), wziąwszy ze sobą  wszystkich przyjaciół.  Po czym poleciał na wuef. Ja zostałam na korytarzu i pomyślałam sobie „Kurde, ja bym tak w życiu nie zrobiła. Jak bym mogła, tak jak tchórz, zostawić ten... ten śliczny kasztan na podwórku szkolnym?”
Nie wiem czemu wszelkie patriotyczne uczucia przelałam na szkolny kasztan, ale dobrze oddaje on moje myślenie. Jak można uciekać. Jak można być tchórzem. Żyć z tym potem?

Jestem romantykiem i jestem dziecinna, owszem, ale jestem też przekonana, że jeżeli wiążę się z danym człowiekiem, to na śmierć i życie. Jeżeli wiążę się z danym krajem, to na śmierć i życie. Trzeba być zdecydowanym i wiedzieć, kiedy trzeba już położyć głowę pod topór za swoje wartości.
Co mi da życie w poczuciu winy, daleko poza granicami mojego kraju. Ułudę szczęścia?
Każdym w takim razie powie mi, że zobaczymy, jak będziesz gadać jak naprawdę będzie jakaś wojna.
No dobrze, zobaczymy. Chociaż ja tego nikomu nie życzę. Ja  też nie chcę być pokoleniem Kolumbów. Nigdy nie chciałam. Ale jeżeli będę do tego zmuszona, powinnam przyjąć nową sytuację ze stoickim spokojem i wykonać swoje obowiązki.
Pogadamy za kilka lat, jak przestaniesz być niedojrzałym romantykiem.
Spoko, pogadamy. Nie bronię. Ja też się rozwijam i zmieniam swoje poglądy. Najbliższa okazja- spotkanie z niejakim Trzebińskim Andrzejem, który miał pecha być poetą czasów II wojny i oberwać niemiecką kulą w wieku 21 lat. Spotkania z twórczością takich ludzi bardzo na mnie wpływają. Gdyby żył w innych czasach, byłby artystą, a ponieważ żył akurat wtedy, został artystą końca świata, i bardzo to go zmieniło.


Podsumowując:  mój patriotyzm jest wrodzony, dodatkowo utwardzony poprzez poczucie obowiązku, kiełkujący stoicyzm, dużą dawkę romantyzmu, honor i miłość do szkolnego kasztanowca.

Dziękuję za uwagę :P



Nie byłabym sobą, gdybym nie wtrąciła czegoś muzycznego. Otóż polecam Wam, czy raczej osobom, które podzielają moje poglądy i moja postawę, muzykę Lecha Makowieckiego. Czasami jest on dla mnie zbyt moralizujący, infantylny, prosty- ale myślę, że to wynika z mojego przewrażliwienia. Pisze dobre piosenki z chwytliwą, trochę rockową muzyką. 
Tu wrzucam tę, która akurat tekstowo bardzo mi odpowiada.


Do zobaczenia!
Hipis