Hej!
Chyba nie skłamię, jeżeli powiem, że każdego człowieka jest w stanie zainteresować historią ktoś, kto potrafi ją opowiadać, znajdzie interesujący temat i ma odpowiednią wiedzę. Ostatnio przypadkiem stałam się posiadaczką wiedzy o... nieśmiertelnikach używanych w wojsku na przestrzeni wieków. Nie byłabym sobą, gdybym nie podała tych informacji dalej. Bo sami powiedzcie- co wiecie o nieśmiertelnikach?
Chyba nie skłamię, jeżeli powiem, że każdego człowieka jest w stanie zainteresować historią ktoś, kto potrafi ją opowiadać, znajdzie interesujący temat i ma odpowiednią wiedzę. Ostatnio przypadkiem stałam się posiadaczką wiedzy o... nieśmiertelnikach używanych w wojsku na przestrzeni wieków. Nie byłabym sobą, gdybym nie podała tych informacji dalej. Bo sami powiedzcie- co wiecie o nieśmiertelnikach?
Jak na hic mulier i metala przystało, nie noszę
za dużo biżuterii. Można zobaczyć mnie w małych, drewnianych koralikach,
obroży, z zawieszoną na długim rzemyku pacyfą albo steampunkowym pistoletem,
obowiązkowo z męskim zegarkiem na nadgarstku- często z pieszczochą. Na
najważniejsze okazje pojawia się na szyi drewniana gitarka od Kelthes Mini
Guitars, którą dostałam na osiemnastkę (wzorowana na mojej Lodzi-jest naprawdę
urocza). Natomiast kiedy chcę wyglądać mniej metalowo, a bardziej, powiedzmy,
elegancko, zakładam nieśmiertelnik.
Pierwsze
Wasze skojarzenie z nieśmiertelnikami to zapewne dwie blaszki w takich gumowych
osłonkach, noszone przez kumpla-militarystę, zgadłam?
Moje
zainteresowanie tematem też zaczęło się od nieśmiertelnika mojego starszego
kuzyna. Babcia była nim trochę zbulwersowana- przecież chłopak ma napisać
maturę i iść na studia, a zachowuje się, jakby chciał do wojska! Tata wyjaśniał
jej, to dzisiaj nieśmiertelnik to raczej rodzaj ozdoby, niż przedmiot kojarzony
z wojskiem.
Jednak
ten wpis nigdy by nie powstał, gdyby nie nieśmiertelnik po moim pradziadku.
Gdy
tata dał mi aluminiową, elipsowatą blaszkę z trzema dziurkami i dwoma poziomymi
nacięciami w połowie, byłam zaskoczona, ale postanowiłam wykorzystać ją jako
ozdobę na szyję. Z daleka wygląda jak elegancki wisior na rzemyku.
Z
jednej strony na wyryte, bardzo ładnym pismem, imię i nazwisko mojego
pradziadka Piotra, jego miejsce zamieszkania i datę urodzenia. Z drugiej strony
mamy imiona dwóch jego synów oraz małżonki. Resztę miejsca na blaszce
wypełniono ozdobnymi szlaczkami i symbolem serca, krzyża i kotwicy.
Mój
tata twierdzi, że jest to pamiątkowy nieśmiertelnik po kampanii wrześniowej. Na
pewno nigdy nie miał zastosowania militarnego. Jest raczej ozdobą, ale muszę
przyznać, że zwraca na siebie uwagę, szczególnie ludzi którzy interesują się
militariami.
Jednak
ostatecznym impulsem, przez który zaczęłam czytać o nieśmiertelnikach, był kadr
z anime Hellsing Ultimate, przedstawiający moment śmierci jednego ze złych
bohaterów...
...i
jego spadający, elipsowaty nieśmiertelnik, rozpadający się na ziemi na dwie
połówki. W tym momencie zgłupiałam- jak w anime pojawił się nieśmiertelnik o
kształcie polskim, a nie amerykańskim? Wprawdzie opowiadało z grubsza o nazistach,
ale jakie nieśmiertelniki mieli hitlerowcy...?
Zacznijmy
może od początku...
Na
pomysł nieśmiertelników wpadli Amerykanie w czasie wojny secesyjnej (1865 rok).
Były to albo kawałki papieru wszywane w płaszcz, albo metalowe blaszki, jednak
nie wszystkie oddziały ich używały, można powiedzieć, że zależało to od
fantazji dowódców.
Już w
1906 w USA nieśmiertelniki stały się wyposażaniem obowiązkowym i narzucanym
przez państwo.
Od
początku ich istnienia cel jest jeden- możliwość zidentyfikowania żołnierza.
Wszystkie nieśmiertelniki muszą dzielić się na dwie części. Jedną część wkłada
się w usta zmarłego (ponure skojarzenie z tradycją pogrzebową starożytnych
Greków, wynikające jednak ze względów praktycznych), drugą używa do wystawienia
aktu zgonu i tradycyjnie wysyła rodzinie poległego. Nieśmiertelniki otrzymywali
też czasami jeńcy wojenni.
Czytałam
opinię, że już w starożytnym Rzymie wykorzystywano nieśmiertelniki, zwane
signaculum, jednak wydaje się to być mitem, bo nigdzie na terenie dawnego
imperium nie odkopano żadnego zachowanego signaculum. Dodatkowo nieśmiertelniki
są przydatne w przypadkach, gdy trudno zidentyfikować ciało, a w czasach
rzymskich nie stosowano powszechnie broni, która potrafiłabym aż tak przerobić
człowieka na miazgę. Albo spalić. Trudno zidentyfikować kogoś, kto wszedł na
minę, był za blisko wybuchu, został spalony wraz z czołgiem itd., ale bez
przesady, mieczem czegoś takiego nie zrobisz, szczególnie na polu bitwy. Dla
Rzymian nieśmiertelniki byłyby niepotrzebnym marnowaniem materiału. Znajdują
się wzmianki pisemne o jakiś signaculum wykorzystywanych w armii, ale możliwe,
że po prostu nie domyślamy się realnego zastosowania owego czegoś.
(Abstrahując
od tematu- informację o rzymskich nieśmiertelnikach znalazłam na faktopedia.pl,
gdzie podawana była jako pewna prawda, i dopiero na innych stronach znalazłam
uzasadnienie, że prawdopodobnie jest to mit. Czasami się cieszę, że nie jestem
takim dzieckiem internetu, żeby nie sprawdzać jednej wiadomości na kilku stronach
co najmniej).
Powszechnie
zaczęto stosować nieśmiertelniki w czasie I wojny światowej.
Większość
państw wyrobiło sobie wtedy jakiś swój wzór nieśmiertelników, oraz ustaliło, co
ma się na nich znajdować.
Skupmy
się na kształtach poszczególnych blaszek w różnych państwach.
Zacznę
oczywiście od Polski.
![]() |
http://myvimu.com/exhibit/37980717-niesmiertelnik-austriacki |
Pierwsze polskie nieśmiertelniki weszły do użycia w
1920 roku. Miały kształt mini desek do krojenia (czyli taki prostokąt z uszkiem
na górze) i składały się z dwóch blaszek, które można było wsunąć jedna w
drugą, a między nie kartkę papieru. Na wierzchniej stronie ryto podstawowe
dane, na karteczce zapisywano ich trochę więcej. Blaszki robiono z blachy cynkowej, na której
łatwo się ryje- niestety jest nietrwała, więc mało prawdopodobne, że
znajdziecie taki nieśmiertelnik przypadkiem w lesie.
PS.
Podobny kształt miały nieśmiertelniki austriackie, ale one nie były rozsuwane,
tylko otwierane na zawiasach, i robione z miedzi.
![]() |
http://bydgoszcz24.pl/artykul/o-jesieni-1939-r-w-bydgoszczy-w-galerii-autorskiej |
Nieśmiertelniki
w kształcie takim, jak ten mojego pradziadka, zaczęto robić w 1931 roku, takie
więc mieli żołnierze kampanii wrześniowej.
Robiono
je z duraluminium, które jest dobre do rycia (żołnierz mógł sobie sam wyryć
podstawowe dane), ale okropnie wybrzuszają się i niszczą w ziemi. Wybijano je
przeważnie charakterystycznymi stempelkami, więc wszystkie mają podobny krój
liter. Nie wyobrażajcie sobie, że wybijano litery w prostych rządkach,
większość nieśmiertelników to piekło dla perfekcjonisty...
Jak
wyglądały?
Na
pierwszej stronie wybijano imię, nazwisko i litery oznaczające wyznanie
żołnierza.
Czyli
np. u mojego drugiego pradziadka, ułana, wyglądałoby to tak:
Stanisław Zabłocki
KAT
Czyli katolik.
A u pewnego bohatera
„Lalki”:
Henryk Szlangbaum
MOJ
Wyznania mojżeszowego-
czyli Żyd. Chociaż widziałam blaszkę, gdzie było to mniej elegancko zapisane po
prostu jako ŻYD.
Co ciekawe, ustalony
jest też skrót MAH- mahometanin. Ciekawe, czy ktoś taki był w Wojsku Polskim w
tamtym czasie?
Jeżeli
się było ateistą, to się po prostu nie miało żadnego napisu.
Z
drugiej strony wybijano numer karty ewidencyjnej, pierwszą literę nazwy powiatu,
nazwę danej Powiatowej Komendy Uzupełnień i rok urodzenia (sam rok, nie datę).
Czyli
mogło to wyglądać tak:
352/P
Poznań M
1906
To dane
Mariana Domagały, które pożyczyłam ze strony www.niesmiertelnik.pl. Poznań M to Poznań-Miasto, nazwa Powiatowej
Komendy Uzupełnień.
Czyli
dane zrozumiałe tylko dla wtajemniczonych.
Troszkę
inaczej wyglądało to u oficerów.
Na
pierwszej stronie wybijano skrót OF. oraz nazwę korpusu, też w skrócie (np.
piechoty, kawalerii, łączności, artylerii), a na koniec dzień, miesiąc i rok
urodzenia. Na drugiej stronie tradycyjnie- nazwisko, imię i wyznanie.
Przykład
z tej samej strony, co poprzednio:
OF. PIECH.
18.6.1907
I z drugiej strony:
Tadeusz Asler
KAT
No, jak
będziecie sobie ryć własny nieśmiertelnik, to chociaż wiecie, co na nim
napisać.
Chyba
że macie ambicję do bycia lekarzem wojskowym, wtedy trzeba dobić (gdzieś koło
dziurek) mały znak krzyża.
Okey,
to była kampania wrześniowa, potem sprawy się lekko zmieniły.
Po
wojnie Polacy oczywiście we wszystkim dostosowywali się do ZSRR- w
nieśmiertelnikach też.
Miały
przeważnie kształt obróconego kwadratu z zaokrąglonymi rogami. Nie były
przełamywane, czyli nie miały nacięć na środku, tylko jedną dziurę do
zawieszenia.
Czasami
stosowano też po prostu kapsułki z ebonitu.
Nie
używano już nazwiska żołnierza, tylko nadany mu numer.
![]() |
http://www.dictum.friko.pl/cz_6.htm |
W
latach 70. wymyślono nieśmiertelniki okrągłe, przełamywane, wybijane tylko z
jednej strony- umieszczano na nich numer żołnierza (znaczy, osobisty, nie
telefonu...) i napis „Siły Zbrojne PRL”.
Robione były ze stali nierdzewnej, na bogato. Mogli sobie na to pozwolić, bo
były lepsze sposoby wybijania, litery nie wyglądały już na tak bardzo pijane, i
nie trzeba było zmuszać żołnierzy, żeby sami sobie nieśmiertelniki ryli.
W
latach 90. , po odzyskaniu niepodległości, nikt nie popisał się fantazją, i na
starym wzorze nieśmiertelników (zwanych teraz uczenie tabliczkami tożsamości)
zmieniono „PRL” na „RP”, oraz robiono je ze stali żaroodpornej.
Zmieniono
to w 2008 roku. Od tego czasu nieśmiertelniki polskie są wzorowane na
amerykańskich, czyli dwie blaszki na łańcuszku kulkowym.
Łańcuszek kulkowy zawsze kojarzy mi się z
metkami od spodni, ale tych przy metkach od spodni raczej nie robią ze stali
żaroodpornej...
Każda
blaszka jest grawerowana z jednej strony. Zawiera imię, nazwisko, PESEL, grupę
krwi i napis „Siły Zbrojne RP”. Zrobiona jest z tytanu i ma kształt podobny do
amerykańskiej, tylko bardziej owalny. Poza tym polskie nieśmiertelniki są
twardsze, grubsze, i nie mają pogrubionych rogów.
O
amerykańskich zaraz będzie, to zrozumiecie.
Swoją
drogą, to ciekawe, jak zmieniały się priorytety. Dzisiaj już na
nieśmiertelnikach nie ma wyznania, za to pojawiła się grupa krwi.
Niestety, nie mam możliwości sprawdzenia, czy
naprawdę tak dzisiaj wyglądają polskie nieśmiertelniki, ale obiecuję, że jak
dorwę jakiegoś żołnierza, to zapytam!
Okey,
teraz amerykańskie, które najczęściej można zauważyć u znajomych militarystów.
![]() |
http://hdwallnpics.com/dog-tags-pictures.html |
Pierwsze
amerykańskie nieśmiertelniki, z początku XX wieku, były małe i okrągłe, robione
z aluminium. Wybijano na nich imię, nazwisko, stopień żołnierza, oraz dane
pozwalające określić, do jakiej jednostki należał. Potem dorzucono do tego numer
seryjny (czyli numer żołnierza), a po II wojnie światowej numer ubezpieczenia.
Dzisiejsze
amerykańskie nieśmiertelniki mają charakterystyczny kształt wydłużonego,
kanciastego owalu, obydwie blaszki zawieszane są na łańcuszku kulkowym i
wkładane w gumki (żeby się nie obijały o siebie hałaśliwie). Zapisuje się na
nich imię i nazwisko, numer ubezpieczenia, grupę krwi i wyznanie (jak widać,
amerykanie są bardziej przeczuleni na punkcie religii... czy raczej wolą
uniknąć pozwów sądowych od mniejszości wyznaniowych). Jak już wspominałam,
nieśmiertelniki te mają pogrubione brzegi (jak w pizzy), żeby nie dało się ich
przełamać. Z tego co wiem, wykonywane są ze stali chirurgicznej (cokolwiek to
jest).
Wielka
Brytania
![]() |
http://www.wwiipolishlhg.org/photo_album2.4.html |
Miała
chyba najzabawniejsze nieśmiertelniki.
Dwa
dyski robione z płyty pilśniowej, jeden czarny, ośmiokątny, i drugi czerwony,
okrągły, wszystko to na sznurku. Używali ich do lat 90.
Dzisiaj
przerzucili się na wygląd standardowy, czyli wydłużona, owalna blaszka sztuk
dwa, na której grawerują grupę krwi, numer służbowy, inicjały i nazwisko,
religię i rodzaj wojsk. Przeważnie religie załatwiają skrótem CE- anglikanizm,
albo OD- inna.
Anglicy
powszechnie sklejają obydwie blaszki taśmą izolacyjną, oczywiście żeby nie
hałasowały. Nie rozumiem, czemu tylko Amerykanom wpadły do głowy jakieś gumki
ochronne. Chociaż podobno są niepraktyczne, bo szybko niszczeją od brudu, wody itd.
Rosja i
wszelkie jej odmiany
Rosjanie
jak zawsze ludzi nie liczą, i w czasie I wojny jeszcze nie wszyscy żołnierze
byli wyposażeni w nieśmiertelniki. Miały one kształt jak austriackie (te, na
których wzorowały się pierwsze polskie).
Można
się spotkać też z czymś takim jak „licznyj znak”, który nie jest jednak
nieśmiertelnikiem, tylko takim żetonem z numerem żołnierza potwierdzający
tożsamość.
Potem nastała
rewolucja...
Wraz z
rozpoczęciem II wojny sytuacja nie była jasna- raz obowiązkowe były
nieśmiertelniki typu carskiego, raz w ogóle żadne... W 1941 dopiero
postanowiono, że żołnierze mają obowiązek nosić w określonej kieszeni małe
kapsułki z bakelitu, zawierające karteczki z danymi osobistymi.
Były
jednak z tym kłopoty, bo żołnierze w większości nie potrafili pisać, i
wypełniać karteczki powinien pisarz kompanijny. Owo stanowisko jednak często
pozostawało puste, a żołnierze tworzyli legendy o tym, że kto wypełni
karteczkę, na pewno zginie (typowo rosyjska logika...), i woleli w owych
fiolkach nosić zapałki.
Wycofano
je po roku i nie uregulowano tej sprawy aż do 1957 roku.
Miało
to swoją logikę- gdy nie można było zidentyfikować ciała, nie trzeba było
wypłacać rodzinie zmarłego renty ani żadnej innej zapomogi.
W 1957
to zaczęto wydawać oficerom nieśmiertelniki owalne, z jedną dziurką i poziomym
nacięciem na środku. Najbardziej rozbawiło mnie to, że regulaminowo taki
nieśmiertelnik nosiło się w specjalnej kieszonce w spodniach, zaraz pod
paskiem, ale żołnierze wymyślili miliony metod, jak się tego rozporządzenia nie
trzymać. Bardzo popularne było noszenie blaszki przy kluczach albo luzem w
książeczce wojskowej.
W
przypadku zgubienia blaszki, żołnierz musiał za nią zapłacić (zupełnie jak w
mojej szatni szkolnej...).
Rozpisuję
się o tych Rosjanach, ale ich logika mnie powala.
W
czasie wojny w Afganistanie (1979-1989) nieśmiertelniki mieli tylko oficerowie,
bowiem ZSRR nigdy nie uznało tej wojny za realną wojnę. Pozostali żołnierze
stosowali więc metody „chałupnicze” znane od dawna, czyli trzymanie karteczek z
danymi w łuskach po nabojach albo wręcz tatuowanie sobie na piersi grupy krwi.
W 1995
Rosjanie zmuszeni byli nieco zmodyfikować stare zasady, i zaczęli wydawać
nieśmiertelniki też niższym stopniem żołnierzom. Szczerze mówiąc, dużo to nie
dało, i podobno do dzisiaj panuje w tym
taki bałagan, że żołnierze noszą robione samodzielnie blaszki przeróżnych
rodzajów.
Niemcy
![]() |
http://www.warrelics.eu/forum/erkennungsmarken-id-discs/erkennungsmarke-5373/ |
Na ten
temat było najmniej informacji.
Mogę
tylko potwierdzić, że bohater z anime, o którym wspomniałam na początku, miał
prawdopodobnie nieśmiertelnik charakterystyczny dla Wermachtu (albo rysownik się
nie znał i walną polski...).
Blaszki
miały kształt owalny, ale poziomy (polskie były ustawione bardziej w pionie),
dlatego miały aż trzy otwory na środku (+dwie dziurki na górze i jedną na
dole).
Nie
było na nich nazwiska żołnierza, tylko numer osobisty, grupa krwi i inicjału
oznaczającego jednostkę, do której należał żołnierz.
Okey,
teraz możecie się rozejść i cieszyć swoją nową, zupełnie niepraktyczna wiedzą
:D Dodam jeszcze, że nieśmiertelnik to:
-po
angielsku identification tags, ale
raczej mówi się dog tags, szczególnie
w Ameryce, w Anglii można spotkać określenie British Identity Discs
-po
niemiecku Erkennungsmarke
To się
może Wam akurat przydać przy filmach i książkach, albo do zaginania babki od niemca
(ja na pewno to wykorzystam!)
Niestety, chyba nie umiem pisać tekstów popularnonaukowych! Wbrew pozorom, dla mnie to szalenie trudne. Starałam się pisać tylko to, co zapamiętałam z czytania różnych tekstów, żeby nie było zbyt dokładnie, ale i tak wyszedł z tego bardzo długi wpis. Muszę chyba trochę poćwiczyć pisanie dla normalnych ludzi, a nie mojej babki od histy!
Pozdrawia
Hipis
(Hipis-militarysta, jak widać)
Z czego korzystałam- chociaż to chyba nie wszystko...