Pokazywanie postów oznaczonych etykietą filologia polska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą filologia polska. Pokaż wszystkie posty

17 czerwca 2017

Czy warto studiować filologię polską?




Mam nadzieję, że załapałam się z tym postem na czas, gdy maturzyści jeszcze wybierają kierunki przyszłych studiów. Jeżeli nie – niech przyszłe pokolenia sobie poczytają, co też zauważyłam po roku studiowania polonistyki. Tak, już cały rok, właśnie męczę sesję i 150 sentencji po łacinie, jak i 20 słowników z miejscami i datami wydania, jeeej.

Ale poza słownikami, co może nam dać filologia, co odebrać, co w nas zniszczyć i kiedy lepiej w ogóle się na nią nie wybierać?
 

31 maja 2017

Błędy, które lubią blogerów


Jestem (prawie) polonistą i nie poprawiam ludziom błędów. Szczególnie na blogach.

Bo się zwyczajnie boję.

Jak zauważałam, nurt jest taki, żeby błędów w artykułach nie wytykać w komentarzach, bo to niegrzeczne i obraża twórcę. Polemizuję z tym – wypisywanie w komentarzu TYLKO błędów jest chamskie, ale napisanie czegoś fajnego i konkretnego, a potem zwrócenie uwagi na drobne błędy jest moim zdaniem uprzejme. Przecież nie chcemy, jako blogerzy, żeby każdy z odwiedzających nas czytelników widział nasz głupi błąd (często zrobiony przez nieuwagę czy zmęczenie). To jakby chodzić cały dzień z przyczepioną do pleców karteczką "jestem osłem", bo ludzie uważali za nieuprzejme zdjęcie nam jej.

8 marca 2017

Studia polonistyczne na UAM - opinie i wrażenia



Dzisiaj będzie strasznie konkretnie, przynajmniej jak na mnie.
Mamy tu jakiś maturzystów? Albo przyszłych maturzystów, którzy są na tyle rozsądni, żeby już myśleć o studiach? Jeżeli mamy, to jest to tekst dla Was, bo zapewne już zapisujecie sobie w kalendarzu kolejne Targi Edukacyjne i Dni Otwarte różnych uniwerków i wydziałów, na które chcecie iść. I zapewne macie niezły mętlik w głowie.

6 lutego 2017

Ten pokój to twoje dziecięce marzenia


Kilka dni temu usiadłam na łóżku w moim studenckim kąciku (jako że własnego pokoju nawet nie posiadam) i popatrzyłam sobie tak nagle znad zeszytu do nauki o literaturze na ten pokój, w którym mieszkam, na kolebiący się stół zasypany notatkami, laptopem, kablami i kredkami, na karton w roli śmietnika, na notatki i książki mojej współlokatorki, S., leżące w równym kręgu dookoła jej łóżka (czasami myślę, że ona specjalnie to tak układa, tworząc Magiczne Koło Wiedzy), na szafkę obklejoną zdjęciami moich przyjaciół, glanów, psów i Malczewskiego, na grafiki z planetami, astronautami, na plakaty zespołów i grafikę z Kremlem, na kalendarz ze Star Wars, na radio S., na książki, nasze gitary, puszki po soczkach, słuchawki, poduszki, mangi, brudne kubki i to wszystko, co udało nam się upchnąć w dość sporym pokoju, i pomyślałam sobie tak po prostu:

9 października 2016

Parówki, biegacze, chandra i wariaci





Leżę sobie w łóżeczku w Poznaniu pod wielkim, zajmującym jedną i 1/3 ściany oknem (chrzanić gramatykę), w niedzielę o ósmej rano, i nie zamierzam wstawać, bo jestem głodna, a w domu nie ma nic do żarcia, więc wstawanie to tylko przyśpieszenie katastrofy, jaką jest pójście do sklepu.
Leżę sobie i marzę, jak jestem głodna mam bardziej schizowe myśli, więc to się nawet opłaca.
I nagle słyszę, jak jakiś debil drze ryja przez megafon, nie rozumiem, o co chodzi, ale moje senne majaki natychmiast odchodzą do wieczności.